Bissel Strona Główna Bissel
Forum poświęcone grom fabularnym

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Nocne podróże (Ifryt)
Autor Wiadomość
Gość

Wysłany: 2009-05-27, 23:28   

Neigella de Lausanne


Neigella kilkakrotnie zamrugała oczyma zdziwiona. Przed nią stał nie kto inny, jak a jej poczciwy lokaj Igor we własnej igorowatej osobie. Niesamowite, czyżby ocalał z masakry? Przetarła szybko oczy. Eh nie, ten garbus był tylko podobny do Igora. Jej kamerdyner ubierał się dystyngowanie, miał zawsze zadbane dłonie, i zęby – ostatnie dodała w myślach po zastanowieniu.

Och biedny, niesamowicie biedny człowiek. Zachowywał radość życia pomimo tak paskudnego oszpecenia! – Neigelle przepełniały uczucia litości nad zmarnowaną egzystencją napotkanego błazna. Załamała ręce. Dziewczyna w mig zapomniała o przerażającym wozie, który już dawno zniknął na horyzoncie. Zapomniała o straszliwym jaszczurze, który atakował ich dawno, dawno temu. Przed nią stała cierpiąca dusza, której trzeba było pomóc. Tak tak, na pewno musiałaby wręczyć mu godziwą jałmużnę. Przeszukała pobieżnie zakamarki sakiewki. Popatrzyła jeszcze raz na kreaturę.

- Dobry człowieku – zwróciła się do błazna. – Jesteśmy wielce radzi, iż znaleźliśmy się w tym oto miejscu – zatoczyła ręką dokoła. – Czy mógłbyś wskazać nam najlepszą drogę do Korvosy? Za tę przysługę wynagrodzę Cię tym arcywesołym dzwoneczkiem, na pewno przyda Ci się bardziej niż nam – powiedziała. Po czym pokazała mężczyźnie malutki dzwoneczek, który przez cały czas trzymała w jednej z dłoni.
 
 
Mike
Gracz

Dołączył: 22 Sty 2006
Wysłany: 2009-05-28, 14:38   

Morano
Nadejście błazna odebrał jak uderzającą w niego falę przyboju. Fala rosła z każdym jego krokiem. Uderzenia wstrząsnęły barierą mentalną Morano. Zgarbił się pod jej niematerialnym naporem. Głosy rozmawiających z nim dziewczyn słyszał jak zza ściany. Całą swoją osobą skupił się nad zatrzymaniem nieuniknionego. Nie chciał powtórki z Bartalin. Powoli wstał.
- Odejdźcie – wyszeptał. Niestety nie został usłyszany. Bariery pokryły pajęczyny pęknięć. Czarna emanacja przesączała się szczelinami…
- Precz. – zdziwione spojrzały na niego.
…Morano każdym porem wchłaniał otulające go szczelnie opary.
- Wypierdalać, ale już! – wydarł się Morano, ostatkiem sił dając szansę swym podopiecznym. Szanse na ratunek.
- Och, czyż to niezabawne – zaklaskał w dłonie błazen. Bariery Morano rozprysły się niczym szklana tafla. Szaleństwo, nienawiść i żądze objęły go we władanie. Ich spojrzenia się spotkały i wesołość jakby przygasła.
- Tak gnojku, masz rację. Karmie się tobą. Tym gównem, które płynie wokoło i omywa cię - wyrwał miecz z pochwy. - Wyssę cię do cna, a potem wypruje bebechy. - Rzuciwszy okiem na dziewczyny uśmiechnął się obleśnie – A potem zabawię się na całego…
Dziewczyny w spojrzeniu Morano nie znalazły nic demonicznego. To co wyzierało w jego oczu było całkowicie ludzkie. Straszliwie ludzkie. Tyle, że większość ludzi nigdy nie pozbyło się hamulców przeszkadzających spełnić swe najmroczniejsze zachcianki. Morano nie tylko nie posiadał hamulców, on karmił się strachem i nienawiścią. Był czarną dziurą wchłaniającą wszelkie emocje.
 
 
 
Suarrilk 
Smoczyca


Wiek: 25
Dołączyła: 23 Lut 2006
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-05-28, 15:10   

Blanca Quarab

Spojrzenie Morano zmroziło dziewczynę. Blanca widziała już taki wyraz oczu, widziała go tamtej strasznej nocy, której nic i nigdy nie wymaże chyba z jej pamięci, nie zetrze jej wspomnienia, nie uwolni myśli od tamtych przeżyć... Tak samo patrzyli najeźdźcy, widziała to, nim ukryły się z panienką de Lausanne, nim umknęły przed niechybnym pohańbieniem cnoty i śmiercią. Wygłodniałe, zwyrodniałe oczy. Przerażenie chwyciło za serce Blanki, ścisnęło mocno, mocno, zapierając dech, odbierając zmysły, przyspieszając puls. Zaraz potem jednak brzęknął dzwoneczek, trzymany przez Neigellę, i Blanca zebrała całą swą odwagę i zdecydowanie. Chwyciła dziedziczkę za przegub:
- Na koń, szybko! - krzyknęła kategorycznie, pomagając swej pani i przyjaciółce, po czym sama wskoczyła w siodło. Nie było czasu, by zabrać koc, zdążyła tylko chwycić skromne torby, w których dziewczęta miały cały swój dobytek. Pogoniła wierną Tancerkę, miała jednak jeszcze na tyle rozsądku, by chwycić uzdę wierzchowca Morano. Zwierzę nie mógł się równać ze szlachetnymi końmi stadniny Lausanne, lecz wolała mieć pewność, że ten przerażający człowiek nie dogoni ich i nie zrealizuje swej groźby. Nie zapomniała także o koniu Rauvena. Posłuszne zwierzę ruszyło za nią, gdy gwizdnęła na nie ponaglająco. Tak, jeśli na czymś w życiu Blanca się znała, to na pewno na koniach.

Pomknęły przed siebie w ciemność. Dopiero po chwili dziewczyna zorientowała się, że skierowała wierzchowce w stronę, gdzie w ciemności zniknęli Rauven i makabryczny wóz.

---
Blanca wykorzystuje aspekt Córka koniuszego
Ostatnio zmieniony przez Suarrilk 2009-05-29, 19:49, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
 
Ifryt 
Gracz
Ten od życzeń


Wiek: 33
Dołączył: 21 Sty 2006
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-05-29, 15:55   

Tętent oddalających się kopyt i cichutki dźwięk dzwoneczka, który trzymała w ręce Neigella. Morano był zdecydowany zwrócić całe zło, jakie go ogarnęło, z powrotem ku jego źródło. Zabić diabelskiego błazna, wymazać mu ten głupi uśmiech. Zabić, rozszarpać sponiewierać. Rzucił się ku niemu, gotów użyć własnych rąk, aby zagłębić się we wnętrznościach potwora.

Gdy wtem nagle złość go opuściła. Ktoś go wzywał. Nie wiedział za bardzo kto, ale za to wiedział z którego kierunku. Nie oglądając się na pajaca ruszył drogą na zachód, gdzie przebywał ten, kto tęsknił za nim. Tak, tę emocję czuł bardzo wyraźnie, choć zdawał sobie sprawę, że odległość jaka ich dzieliła była całkiem spora. Szedł szybkim krokiem, czasem wręcz podbiegał. Żeby tylko szybciej dojść na miejsce. Wtedy będzie miał już tę sprawę z głowy. Będzie mógł być naprawdę sobą.

Nie zwracał uwagi, że błazen idzie tuż za nim. Dziwoląg przestał się śmiać, żartować, ani w inny sposób okazywać emocji. Towarzyszył w ciszy Morano w jego natchnionej wędrówce.

* * *

Rauven cały spięty zajrzał ostrożnie do jednej z chat. Ściany i dach robiły fatalne wrażenie – dziurawe, byle jak sklecone, bez wykończenia. Znaleźć szczelinę, przez którą można było zajrzeć do środka, było naprawdę łatwo. Ale w samym wnętrzu chaty było zupełnie inaczej. Ozdobne ławy, haftowane obrusy, drewniane fotele z rzeźbionymi poręczami – chyba tylko wójt wioski mógł sobie na coś takiego pozwolić. A tutaj – Varisianin szybko zajrzał do dwóch sąsiednich chat – każda była tak urządzona. Nie tracił z oczu dziwnego woźnicy. Tamten tymczasem wyciągnął skądś kolorowe wstążki i chodził po domach przystrajając dodatkowo pomieszczenia. Girlandy i trupy. Zaiste dziwne to dekoracje.

Gdy człowiek w kapeluszu już powoli kończył rozkładać po domach kije z głowami umarłych, wstążki i pochodnie, ze wschodu dało się słyszeć nadjeżdżające konie. Woźnica zdziwiony, zatrzymał się obok wozu. Przestał nucić piosenkę i czym prędzej rzucił się na kozioł, odczepiając lejce. Już miał ruszać, gdy dostrzegł, że do doliny wjeżdżały dwie dziewczyny prowadzące za sobą dwa luzaki. Dostawca makabrycznego ładunku wyraźnie się uspokoił. Przejechał z wozem na drugą stronę strumienia i zabrał się za umieszczanie ostatnich głów i girland w chatach.
 
 
 
Paladyn 
Gracz
Pulp Writer


Wiek: 33
Dołączył: 11 Lut 2009
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-06-03, 15:44   

Rauven

Jedno szybkie spojrzenie wystarczyło, aby zorientować się, kto nadjeżdża. Rauven przez chwilę nie wiedział, co robić. Czy powinien zatrzymać dziewczyny, czy może pobiec za dziwolągiem. W zasadzie, skłaniał się ku temu pierwszemu, dlatego przemknął się obok chat i ruszył na drugą stronę rzeczki. W pewnej chwili przyszedł mu do głowy pewien pomysł. Wykorzystując ułożenie terenu i krzaki, wyłonił się zza zasłony, mając nadzieję, że dziewczyny go spostrzegą, dziwaczny woźnica pozostanie nieświadomy jego obecności. Varisianin odczekał tak długo, jak to było konieczne i bezpieczne, poczym dał z powrotem nura w krzaki i wrócił do szpiegowania makabrycznego woźnicy.
_________________
"When in doubt, always have to men with guns burst in."

- Raymond Chandler
 
 
 
athe 


Wiek: 24
Dołączyła: 10 Lis 2006
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2009-06-03, 23:27   

Neigella de Lausanne


Och domy, ludzie – tu będziemy bezpieczni! – pomyślała Neigella wraz ze zbliżaniem się do osady. Już już widziała kolorowe sztachety z powtykanymi nań garnkami. Uśmiechnęła się w duchu. Popędziła konia.

Lekko wyprzedziła Blankę. Już, już zaczęła widzieć wyraźniej kształty i szczegóły wioski. Wzdrygnęła się. To, co zobaczyła było jeszcze bardziej obrzydliwe, niż ostatnio widziany wóz. Domostwa przystrojone niczym na święto państwowe, niczym na karnawał. Kwiaty, kolorowe girlandy strojące wejścia do domów. A wokół chat sztachety ozdobione, nie naczyniami, lecz o zgrozo! makabrycznymi uciętymi głowami. Twarze zmarłych ludzi wykrzywione w przerażających grymasach. Zakrzepła krew sklejająca brudne, rozczochrane włosy.

Panienka przeraziła się. Czyżby to zły sen? Och, żeby móc się obudzić! Dziedziczce zakręciło się w głowie. O mały włos spadłaby z siodła. Na szczęścia dogoniła ją bystra Blanca. Dziewczyna z łatwością pomogła przyjaciółce.

- Panienko! – krzyknęła. Głos Blanki ocucił Neigellę. Poprawiła się w siodle. Och co robić, co robić – gorączkowo myślała.

Gdy już były tak blisko wioski, że mogły odróżnić gatunki poszczególnych roślin rosnących wokół budynków, Neigella ujrzała sylwetkę Rauvena. Mężczyzna tak samo jak szybko się pojawił, w tak samo krótkim czasie zniknął w pobliskich zaroślach.

- Blanko, jak myślisz, zatrzymujemy się przy pierwszym domu, chowamy konie z tyłu budynku i próbujemy ukryć się niezauważenie? A może szukamy Rauvena? Wydawało mi się, że widziałam go przed chwilą. – zwróciła się do towarzyszki.
 
 
 
Suarrilk 
Smoczyca


Wiek: 25
Dołączyła: 23 Lut 2006
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-06-07, 22:52   

Blanca Quarab

Dopadły do wioski i dopiero wtedy Blanca pozwoliła koniom trochę ochłonąć. Zwolniły, by nie wzbudzać zamieszania. Nie chciałaby wystraszyć mieszkańców osady, być może zechcą je przenocować, przyjemnie byłoby zasnąć znów w pościeli albo chociaż na słomie... Lecz gdy zbliżyły się wystarczająco, by dostrzec makabryczny płot, nadzieja dziewczyny na ciepły posiłek pod dachem rozwiała się niczym płomień świecy w przeciągu. Neigella spanikowała trochę, na pewno wspomniała straszne wydarzenia tamtej nocy, gdy jej dom, jej rodziców i służbę pochłonęły płomienie i śmierć. Blanca uspokoiła ją – zdecydowanie i może zbyt ostro, lecz nie było czasu na histerię. Musiały zachować ostrożność. Panienka de Lausanne zaraz też się opanowała, a wziąwszy się w garść, odezwała się do towarzyszki.

Blanca także dostrzegła Rauvena. Zamyśliła się teraz, co czynić dalej.
- Tak, myślę, że powinnyśmy zsiąść z koni i dowiedzieć się, o co tu chodzi. Rauven najwyraźniej woli czekać w ukryciu. Myślę, że będzie nas osłaniał. Proponuję sprawdzić, czy są tu jacyś mieszkańcy i co się w ogóle dzieje w tym dziwnym miejscu – rzekła wreszcie. Tak też uczyniły – przywiązała wierzchowce do ogrodzenia, które nie było jeszcze ozdobione obrzydliwymi trofeami, wiedziała bowiem, że ich smród spłoszyłby konie. Potem odwiązała bagaże i zarzuciła sobie torby na plecy – niedobrze byłoby stracić dobytek, choć strata koni, gdyby do niej doszło, będzie równie bolesna, a nawet bardziej.

Następnie młoda kobieta ujęła delikatnie Neigellę za łokieć i poprowadziła do jednego z domów, pukając mocno do drzwi. Nikt się nie odezwał, odczekała więc chwilę, zapukała ponownie, a gdy znów odpowiedziała jej cisza, nacisnęła ostrożnie klamkę - było otwarte. Weszły ostrożnie do środka, rozglądając się uważnie. Ich wzrok nie napotkał nikogo, dostrzegły za to dziurawe ściany, kontrastujące groteskowo z szykownymi meblami. Neigella z ulgą opadła na fotel, zdobiony na oparciu koronkową serwetką. Blanca obeszła dokładnie pomieszczenie, poszukując jakichkolwiek przedmiotów, które wskazywałyby, kto mógł tu mieszkać i co się z nim stało. Uciekali w popłochu? Zabrali rzeczy osobiste? Wreszcie odwróciła się do swej pani i przyjaciółki.
- Nie wiem, co robić. Może odnajdźmy tego dziwnego woźnicę i porozmawiajmy z nim. To miejsce jest bardzo dziwne...
 
 
 
athe 


Wiek: 24
Dołączyła: 10 Lis 2006
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2009-06-14, 14:24   

Neigella de Lausanne


Neigella milczała. Siedziała zanurzona w miękkie oparcie fotela z opuszczoną głową i wpół przymkniętymi oczyma. Czyżby zasnęła?! Po chwili, która mogła być jedynie kilkoma sekundami, a dla praktycznej Blanki zdawała się być niemiłosiernie wydłużającym się marnotrawstwem czasu, dziedziczka podniosła się z siedziska. Sprawnym ruchem poprawiła rozmierzwioną fryzurę. Wyprostowała się. Otrzepała zakurzone części garderoby.

- Blanko, proszę daj mi jedną z toreb. Niech i ja coś pomogę. Nie możesz się przemęczać. Przeszukaj pomieszczenie, może znajdziesz coś, co przyda nam się w wędrówce... – zwróciła się do towarzyszki. - Sama nie wiem, co robić - Neigella westchnęła. – A co jeśli świt znajdzie nas daleko od koni i najbliższego bezpiecznego schronienia?

Już już chciała spytać, czy możliwe by było schowanie koni do chatki. Jednak, nie chcąc wyjść na zupełną abderytkę, w porę ugryzła się w język. Panna de Lausanne ściśle owinęła się swą ciemną, grubą peleryną. Noce ostatnio stawały się coraz bardziej chłodne. Zagryzła śnieżnobiałe wargi.

- Cóż, co by nie było trzeba działać. Nie możemy wszak siedzieć i zastanawiać się w nieskończoność.. – zobaczyła karcący wzrok Blanki – Jak powiedział jeden z poetów: „Co wydłuża czas niemiłosiernie? Bezczynność! A co skraca go? Działanie!” Działajmyż Blanco działajmyż. Przynajmniej spróbujmy znaleźć woźnicę. A gdybyśmy zauważyły, że słońce już budzi się ze snu, wtedy.. Wtedy schronimy się w tym domostwie.
 
 
 
Ifryt 
Gracz
Ten od życzeń


Wiek: 33
Dołączył: 21 Sty 2006
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-06-22, 22:25   

Woźnicę upiornego wozu w sumie nie było aż tak trudno znaleźć. Raczej nie próbował się ukrywać, za to wyraźnie zależało mu na szybkości. Uwijał się między chatami po drugiej stronie strumienia rozstawiając ostatnie już odcięte głowy, girlandy i lampiony.

Blanca odważnie wyszła na środek wioski i znad brzegu strumienia zawołała w jego kierunku:
- Hej! Kim jesteś? Co tu się dzieje? Gdzie są mieszkańcy wioski?

Chłop rzucił jej niechętne spojrzenie, ale w końcu, nie przerywając swojej pracy odparł:
- No, jak to co? Ktoś to musi robić. Przecież zbliża się Święto. Trzeba świętować. Im więcej radosnych świętujących tym lepiej, prawda? – poprawił ostatnią odrąbaną głowę umieszczając ją na kiju w półotwartych drzwiach chaty. Kiedyś to chyba była młoda kobieta. Długie czarne włosy sklejone zaschniętą krwią litościwie zasłaniały twarz zmarłej.

- Jak chcecie świętować, to proszę bardzo – zaczął gramolić się na kozioł opróżnionego już wozu. Wyraźnie opuszczał go już dobry humor, a za to zaczynała narastać obawa. Widać było, że odjedzie stąd tak szybko, jak tylko będzie w stanie.
 
 
 
athe 


Wiek: 24
Dołączyła: 10 Lis 2006
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2009-06-25, 21:59   

Neigella de Lausanne

- Stój i nie ruszaj się człowiecze! – głos Neigelli był chłodny i władczy. – Cóż to za arcygrubiańska, wręcz chamska impertynencja! Jak śmiesz odzywać się w ten sposób do osób wyżej urodzonych od ciebie! Jak ktoś tak mały, tak nieznaczący może zwracać się z takim śmiałym tupetem do nas! Och prosty abderyto, nawet nie wiesz, kogo lekceważysz…– Neigella chodziła w tę i we w tę wzdłuż brzegu strumienia. Raz po raz podnosiła z ziemi niepozorny kamyk i rzucała go w wodę. Potoczek by o wiele mniej wzburzony niż białowłosa panna.

- Mów nam zaraz kałmuku! Odpowiedz z szacunkiem na pytania drugiej panienki - Kim jesteś? Co tu się dzieje? Gdzie są mieszkańcy wioski? – Neigella tupnęła nogą – Mów co to za święto?! Mów pókim dobra! – ‘Och może źle się zachowuję. No cóż jestem już na tyle zdenerwowana, że zachowam się nieadekwatnie, co do mojego stanu. Po prostu muszę, musimy się stąd wydostać i odnaleźć moją rodzinę!’ Szybko przemknęło jej przez głowę.

------------
Neigella wykorzystuje aspekt – czarna dziura
 
 
 
Paladyn 
Gracz
Pulp Writer


Wiek: 33
Dołączył: 11 Lut 2009
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-06-29, 16:34   

Rauven
Widząc, że odważne i żwawe dziewczęta same zaczęły przepytywać woźnicę, Rauven postanowił się nie ujawniać, miast tego odciąć dziwakowi przez zarośla, zsunął do wody i przebrnął strumyk, po czym zmoczony wypełzł na drugi brzeg. Teraz, kiedy był znacznie bliżej, rozejrzał się uważnie dookoła, wymamrotał coś pod nosem i pędem ruszył pomiędzy domami. drogę ucieczki. Cicho jak kot skradał się pomiędzy domami, szukając odpowiedniej pozycji. kiedy już taką znalazł, wyciągnął z pochwy u paska majcher, chwycił go mocno za ostrze gotując się do rzutu, jeśłi zajdzie taka potrzeba. Upiór czy szaleniec, jeżeli woźnica zamierzałby skrzywdzić dziewczęta, zginąłby niechybnie z rak wagabundy.
_________________
"When in doubt, always have to men with guns burst in."

- Raymond Chandler
 
 
 
Ifryt 
Gracz
Ten od życzeń


Wiek: 33
Dołączył: 21 Sty 2006
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-06-30, 16:18   

Głos Neigelli podziałał piorunująco na woźnicę. Cały się skulił, jakby oczekiwał chłosty. Zakorzenione od pokoleń chłopskie instynkty działały bezbłędnie.

- No..., ja tylko tu sprzątam - wyjęczał w końcu cicho nie śmiąc nawet oczu podnieść na szlachciankę. - Ktoś musi. Kak mnie zowią... - imię było równie niedorobione, jak cała jego postać. Żebrak, wyrzutek... wyraźnie był kimś właśnie takim. - Ci co tu mieszkali albo uciekli, albo przepadli w poprzednich świętach. Dlatego ja tu teraz przyjeżdżam i przywożę tych zastępczych świętujących... - wyszczerzył swe przegniłe zęby, jakby przepraszając sam nie wiedział za co. - Jeśli nie ci nieboszczycy, to święto dotarłoby do kolejnej wioski. Lepiej, żeby tak nie było, prawda? - znów przymilnie próbował się uśmiechnąć. - A co to za święto, łaskawa panienka pytała... No, Święto Radości, tak to o nim mówi...

W tym momencie przerwał. Dostrzegł coś za plecami bohaterek, gwałtownie stanął w koźle i wydając opętańczy okrzyk (a może tylko okrzyk strachu?) pogonił osły. Ich ryki dołączyły do odgłosów pandemonium i wóz potoczył się dalej na zachód, wprost w kierunku chaty za którą chował się Rauven.
 
 
 
athe 


Wiek: 24
Dołączyła: 10 Lis 2006
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2009-07-07, 20:17   

Neigella

Neigella podskoczyła przerażona. Po jej kręgosłupie, niczym błyskawica, przemknął nieprzyjemny dreszcz. Przeraźliwy hałas nabierał na sile. Panienka miała wrażenie, jakby z każdą chwilą zbliżał się do dwójki kobiet.
Podnosząc dłonią nad ziemię rąbek sukni, najszybciej jak potrafiła, podbiegła do Blanki. Chwyciła przyjaciółkę za rękę.

- Chodź! Tu się dzieje coś niedobrego! Musimy się dostać do koni!
- krzyknęła.
 
 
 
Suarrilk 
Smoczyca


Wiek: 25
Dołączyła: 23 Lut 2006
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-07-07, 20:35   

Blanca Quarab

Blanca poczuła się zmęczona i zdezorientowana. To nie powinno tak być. Och, oczywiście, zawsze była po stronie zwolenników teorii, że kobiety powinny mieć prawa podobne do tych, którymi dysponowali mężczyźni – prawo wyboru, prawo do nauki, prawo do swobodnego wyrażania swych przekonań i prawo do kierowania swoim życiem. Nigdy jednak nie była za tym, by zostać pozbawioną męskiej opieki samotną dziewczyną, której właśnie zginął ojciec, która właśnie straciła swoje ukochane konie i która musi zaopiekować się równie nieszczęśliwą i samotną szlachcianką, także zagubioną i bezbronną. Powinien być ktoś, kto by się nimi zajął. Kto otoczyłby je opieką. Kto powiedziałby, dokąd mają iść i jak postępować po drodze. Dzięki komu nie musiałyby już o nic się martwić.

Tylko czy zdołają teraz, po wydarzeniach w posiadłości, zaufać kiedykolwiek jakiemukolwiek mężczyźnie?

Prawda wyglądała tak: Morano chciał je zabić. Rauven schował się gdzieś i ani myślał wychodzić. A woźnica, którego chciała przekonać, by poprowadził je do jakiejś normalnej wioski, właśnie uciekał, nim zdążyła przemówić mu do rozsądku. Zbliżało się niebezpieczeństwo i były zdane tylko na siebie. Blanca zanotowała w myślach, by sprawić sobie przy najbliższej okazji jakąś solidną broń. Kij albo włócznię. Coś, co pozwoli trzymać zagrożenie daleko od siebie.

Neigella złapała ją za rękę i pociągnęła w stronę domu, przy którym zostawiły konie. Blanca gwizdnęła w biegu. Wierzchowce ze stajni Lausanne były szkolonymi, mądrymi zwierzętami. Blanca znała każdego od źrebięcia. I one znały ją i ufały jej. Mogli na sobie nawzajem polegać. Poza tym Blanca wiedziała, jak przywiązać wodze do płotu tak, by koń sam łatwo mógł się uwolnić, jeśli zajdzie taka potrzeba. Tak też uczyniła tym razem. Kiedy więc gwizdnęła, zarówno Tancerka, jak i Mirabela zarżały i szarpnęły łbami, unosząc się na tylnych nogach. Zaiste, piękny był to widok, ale nie miały czasu na jego kontemplację. Oswobodzone konie podbiegły do swoich właścicielek, które wskoczyły im na grzbiety.
- Pędźmy co koń wyskoczy za woźnicą! – zadecydowała Blanca. Ten człowiek się bał. Ten człowiek wiedział, co tu będzie się działo. Temu człowiekowi zależało na zachowaniu własnej głowy na karku.

Dokądkolwiek jechał, na pewno było to miejsce, w którym nie obchodzono Święta Radości.
 
 
 
Paladyn 
Gracz
Pulp Writer


Wiek: 33
Dołączył: 11 Lut 2009
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-07-08, 09:11   

Rauven
Rauven przyczaił się i wyskoczył z cienia, zwalając woźnicę z nóg. Rzuci się na mężczyznę i zdzielił go pięścią w szczękę i usiadł na nim, chwytając go za zgrzebna koszulinę.
- Co tu się dzieje? Gadaj bratku, bo jak nie... - w doni Rauvena błysnęła brzytwa.

W tym momencie wagabunda zdał sobie sprawę, że coś tu nie gra. Dziewczyny, zamiast biec ku nim, rzuciły się do koni panicznie się rozglądając. Jakiś szósty zmysł ostrzega go przed niebezpieczeństwem, coś podpowiadało, że wbrew pozorom, nie był panem sytuacji.

- Panienko, Blanko! - krzyknął tak głośno, jak się ośmielił w tej niecodziennej sytuacji. - Podążajcie ku mnie!
_________________
"When in doubt, always have to men with guns burst in."

- Raymond Chandler
 
 
 
Ifryt 
Gracz
Ten od życzeń


Wiek: 33
Dołączył: 21 Sty 2006
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-07-08, 13:11   

Osły ciągnące wózek nie zwróciły uwagi na fakt, że woźnica trafił na ziemię. Rycząc przeraźliwie potoczyły zaprzęg pomiędzy chaty, wkrótce znikając z oczu ludziom pozostającym na placyku. Woźnica leżąc pod Rauvenem desperacko próbował się wyrwać. Varisianin miał z nim więcej kłopotu niż się pierwotnie spodziewał. Prawdziwe przerażenie dodawało sił wieśniakowi.

A tymczasem drogą ze wschodu nadchodziła dziwaczna postać. Chwiała się na boki, od czasu do czasu podskakiwała, wybuchała donośnym śmiechem, machała rękami. Blanka i Neigella widziały go już wcześniej. Upiorny błazen. Właśnie wkraczał do wioski. Morano nigdzie nie było widać.
 
 
 
Suarrilk 
Smoczyca


Wiek: 25
Dołączyła: 23 Lut 2006
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-07-11, 23:27   

Blanca

Dziewczyna dostrzegła kątem oka upiorną, groteskową postac. Nie chciała skończyc jako makabryczna ozdoba na płocie, tym bradziej też nie chciała, by taki los spotkał panienkę de Lausanne. Miała szczerą nadzieję, że woźnica zaprowadzi je w bezpieczne miejsce. Chciała uciekac w ślad za nim, lecz Rauven w fatalny sposób popsuł jej szyki. Nie był to jednak czas na to, by dac się ponieśc fali gniewu. Na świecie było zbyt wiele gniewu.

Młoda kobieta wstrzymała konia tuż obok walczących i stanęła w strzemionach. Przemówiła łagodnym, spokojnym, kojącym głosem.
- Jestem pewna, że obaj, drodzy Rauvenie i Kaku, wiecie bardzo dobrze, czym może grozic nam ta zwłoka. Sądzę, że wybaczycie sobie wszelki urazy i nieporozumienia i wspólnie stąd uciekniemy. Przecież zależy nam wszystkim na tym, by przeżyc. Rauvenie. Jeśli weźmiesz Kaka na swego konia, dogonimy wóz. Będziemy już zaraz daleko stąd, jeśli tylko postąpicie obaj rozsądnie i zażegnacie bezsensownej walki.

---
Blanca zużywa aspekt "Łagodna".
 
 
 
Paladyn 
Gracz
Pulp Writer


Wiek: 33
Dołączył: 11 Lut 2009
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-07-17, 10:22   

Rauven

Wagabunda bez słowa chwycił uzdę swojego rumaka, przerzucił chłopa prze siodło i sam wskoczył na grzbiet, spiął konia ostrogami i popędzi za dziewczynami, jednocześnie szepcząc złowrogo:
- Gadaj, co się tu dzieje, albo zostawię cię temu błazny na pożarcie!
_________________
"When in doubt, always have to men with guns burst in."

- Raymond Chandler
 
 
 
athe 


Wiek: 24
Dołączyła: 10 Lis 2006
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2009-07-17, 22:56   

Neigella de Lausanne

Białowłosa panienka popędziła swą leciwą klaczkę. Mirabelka żwawo dołączyła do Tancerki. Zarżała cicho. Jakby pytając drugiego konia – co dalej? Dziedziczka również popatrzyła pytająco na towarzyszy. Zacisnęła śnieżnobiałe wargi niezadowolona.

- Ruszajmyż stąd jak najrychlej. – zawyrokowała. – Dogońmy wóz. Poświętujemy innym razem. Kaku, przestań się wygłupiać. Zawieziemy cię do twoich koni.

Po czym podążyła w ślad za wozem. Miała nadzieję, że reszta kompanii wnet do niej dołączy.
 
 
 
Ifryt 
Gracz
Ten od życzeń


Wiek: 33
Dołączył: 21 Sty 2006
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-07-18, 11:30   

Przeklętą wioskę zostawiali coraz dalej za sobą. Blance udało się dogonić wóz zanim koniom, które go ciągnęły stało się coś poważniejszego. Jechali jeszcze potem tak długo, aż nie zaczął zbliżać się świt. Mimo że byli już daleko od Błazna i chat pełnych poodcinanych głów, wciąż nie mogli pozbyć się wspomnień śmiechu, zabawy, śpiewów i muzyki, jakie dobiegały ich jeszcze długo, gdy stracili wioskę z oczu. Było w tym wszystkim coś diabelskiego, opętańczego, szalonego. Magia ociekająca krwią i rozrywanymi ciałami. Rzezią.

Gdy wreszcie zatrzymali się na postój, zmizerowany Kak pod napastliwymi pytaniami Rauvena i badawczym spojrzeniem panienki Neigelle opowiedział tyle, ile wiedział o całej historii. Od paru lat dokładnie tego samego dnia pojawiał się w tej okolicy upiorny Błazen, który sprowadzał szaleństwo na całą wieś, do której przybył. Ludzie pod jego wpływem bawili się do upadłego, a nawet dłużej. Tańczyli z połamanymi nogami, pochłaniali całe dostępne jedzenie nawet z rozerwanymi z przejedzenia brzuchami, mordowali się wzajemnie w świątecznych zapasach. Nieliczni, którym udało się przeżyć to „Święto Radości”, mówili, że Błazen wciąż powtarzał: „Bawmy się, bawmy! Bo już niedługo odezwie się dzwon, który sprowadzi na nas smutek i zakończy zabawę! Czas jest krótki! Bawmy się!” Nie bardzo było wiadomo, o jakim dzwonie jest tu mowa, jako że najbliższa świątynia, w której by się znajdował jakiś dzwon, była oddalona o wiele mil drogi.

Koszmar powtórzył się dwa lata z rzędu, a trzeciego roku wydarzyło się coś, co było powodem obecnej wyprawy Kaka. Niedługo przed przybyciem Błazna, na wioskę, w której teraz się spotkali, napadła tajemnicza grupa napastników. Wymordowała wszystkich mieszkańców i porwała ich dobytek, przede wszystkim konie i krowy, jako najbardziej cenne. Po czym odjechali w nieznanym kierunku. Ale nie to, mimo że tragiczne, było najdziwniejsze. Mimo masakry i tak przyszedł do wioski Błazen. Jak widział to na własne oczy pewien obwoźny handlarz, który miał nieszczęście znaleźć się w tej okolicy, ale zarazem szczęście, aby to przeżyć, trupy pomordowanych wieśniaków ożyły, gdy Błazen ogłosił w wiosce Święto Radości. Upiorne święto znów sponiewierało doszczętnie ich ciała, ale jako że już wcześniej byli martwi, nikt się tym za bardzo nie przejął. Zwłaszcza że dzięki temu Błazen oszczędził wszystkie pozostałe wioski. Od tego czasu okoliczni wójtowie zbierali wszystkie dostępne ciała (skazańców, potworów, a w ostateczności także i zwykłych zmarłych w ostatnim czasie wieśniaków) i przed Świętem Radości zwozili je tutaj. Tak działo się od siedmiu lat. W zeszłym roku okazało się, że właściwie wystarczą same głowy i dlatego tym razem zadanie Kaka, któremu powierzono to niewdzięczne zadanie (ale jednocześnie wyjątkowo dobrze płatne, co wieśniak przyznał niewyraźnie), było znacznie łatwiejsze. To znaczy byłoby, gdyby nie wtrąciła się trójka wędrowców.
 
 
 
Suarrilk 
Smoczyca


Wiek: 25
Dołączyła: 23 Lut 2006
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-07-18, 21:51   

Blanca

Blanca wysłuchała opowieści Kaka w skupieniu, zachowując milczenie. Jej łagodna twarz wyrażała wpierw ciekawość, następnie zdumienie, potem obrzydzenie, a wreszcie smutek.

- Sugerujesz więc, że powinniśmy tam wrócić, aby upiorne święto mogło się odbyć? I tak przecież zamierzałeś już odjechać? A może w ogóle powinniśmy w jakiś sposób zgładzić tego upiornego Błazna, by nikogo już nie mógł nękać? Co wy myślicie? – zwróciła się do swych towarzyszy. Twarz panienki zdawała się jeszcze bledsza niż zazwyczaj.

Blanca w napięciu oczekiwała, aż ona i Rauven wyrażą swe zdanie.
 
 
 
Paladyn 
Gracz
Pulp Writer


Wiek: 33
Dołączył: 11 Lut 2009
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-07-20, 12:03   

Rauven

- Pięknie, pięknie, Kaku. A skąd brałeś ciała, bratku? Wykopywałeś je z grobów, a może sam przerabiałeś żywych na trupy, żeby się ubawili po pachy? Szczególnie interesuje mnie kobieta z mojego ludu, boś widzi mi się, że ją zarżnęliście, aby ratować wasze tłuste tyłki! Zawsze tak jest, lepiej zabić obcego, innego, żeby tylko ochronić siebie. To była dziewczyna, rozumiesz, bezbronna kobieta, a wy poderznęliście jej gardło, ukręciliście jej łeb, żeby ten błazen nie dobrał się do was! - Coś pękło w duszy wagabundy. Nienawiść i nieufność z jaką spotykał się po wielokroć zerwały tamę chłodnego zachowania i popłynęły rzekami gniewu. - Ale mam pomysł... - Rauven uśmiechnął się paskudnie. - Może ja zatańczę teraz z tobą, cmentarna hieno? Może zabawimy się na ostro, ty, ja i moja brzytwa. Potańcujesz sobie dzisiaj w nocy z błaznem, co ty na to?
_________________
"When in doubt, always have to men with guns burst in."

- Raymond Chandler
 
 
 
Suarrilk 
Smoczyca


Wiek: 25
Dołączyła: 23 Lut 2006
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-07-23, 15:06   

Blanca

Panienka Neigella zasłoniła twarz dłońmi, a jej blade oczy powiększyły się w przerażeniu na słowa mężczyzny. Blanca tupnęła stanowczo nogą, choć kiedy przemówiła, jej głos brzmiał kategorycznie, ale nie był uniesiony ani napęczniały gniewem.
- Nikt tu nie będzie nikogo pozbawiał głowy. Nie jesteśmy barbarzyńcami, panie Rauvenie, tylko cywilizowanymi ludźmi i jako tacy zachowujmy się przyzwoicie. Pan Kak nam jeszcze raz wszystko dokładnie wyjaśni i jestem pewna, że nie potrzebuje do tego noża na gardle.
Wpatrywała się intensywnie w Rauvena spod zmarszczonych brwi.
 
 
 
athe 


Wiek: 24
Dołączyła: 10 Lis 2006
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2009-08-04, 14:12   

Neigella de Lausanne

Neigella stała z boku. W ciszy przysłuchiwała się słownym utarczkom pomiędzy towarzyszami podróży. Na jej włosach koloru kości słoniowej zaczynały zbierać sie kropelki rosy. Gdyby inni zwrócili na nią uwagę, mogliby przysiąc, iż ozdabia ją kryształki diamentów. Panienka szybkim ruchem ręki starła z głowy wszystkie krople. Narzuciła chustę na głowę. Zaczynało świtać. Ostrożnie wkładając długie rękawice, odezwała się do pozostałych:

- Już powoli świta. Jak wiecie, nie mogę długo przebywać w pełnym słońcu. Kaku, -zwróciła się do przestraszonego woźnicy. - Zaprowadź nas do swojej wioski. Tam przeczekamy dzień. Obmyślimy co dalej.

Różanopalca jutrzenka poranka poczęła smużyć jasnofioletowe pasma na szaro-burym niebie. Z każdą chwilą znikały ze sklepienia ślady migoczących gwiazd. Zaczęły pojawiać się zaś na nim malutkie, puszyste chmurki. Gdzieś w oddali słychać było trel właśnie budzących się ptaków.
Dziedziczka mocniej okutała się zdobionym nikabem. Zacisnęła pięści.

- Nie godzi się, żeby jeden człowiek tak bestialsko torturował innych! Nie musimy przelewać krwi. Jesteśmy wszak cywilizowanymi ludźmi. Proponuję jednak, by go schwytać. Idziemy do Korvosy. Tamtejsi juryści bezbłędnie wymierzą mu odpowiednią karę.
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group