Bissel Strona Główna Bissel
Forum poświęcone grom fabularnym

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
AD: Korona z lodowych cierni
Autor Wiadomość
sil 


Wiek: 33
Dołączył: 27 Sty 2006
Wysłany: 2009-10-28, 21:56   

Powiadają, że śmierć zaczyna się tam gdzie kończy się muzyka. Morgana stała bez ruchu nie zważając na ponaglenia Yassena ani zbliżającego się Iuliego. Tu i ówdzie na jej płomiennie rudych włosach migotały iskierki. Zaciskając do krwi wargi walczyła o życie.

Czujemy jak bije jej serce. Jak trzepocze niczym pisklę w zaciskającej się dłoni. Walczy, jednak jej moc jest niczym wobec nas. Złe serce. Byliśmy z nią, wiemy, że nie pasuje do nas. Zbyt dumna, zbyt samodzielna. Nie chcemy jej. Jeden nasz ruch, jedna myśl wystarczy by stanęło na zawsze. Zgniecione niczym pisklę w zaciśniętej pięści. Tak jak ona jednym ruchem zburzyła nasze dzieło.

Iuli zawahał się tylko na moment. Coś niepokojącego było w postaci czarownicy. Czyżby znów wyczuł obecność tego czegoś?

Nie zrobimy tego. Nie chcemy.

Iuli podskoczył w samą porę chwytając pod ramiona osuwającą się na śnieg Morganę. Ułożył ją delikatnie, wprawnym ruchem dotknął szyi. Puls był lekko wyczuwalny.

Jak okaleczone pisklę niezdarnie próbujące podnieść się na rozwartej dłoni.

Wystarczyło pobieżne spojrzenie, by skald stwierdził, że Driannie nie mogło już nic pomóc. Oszronione, zamarznięte na kość ciało musiało długo leżeć, czy też tkwić w tym dziwnym stożku. A przecież Iuli rozmawiał z dziewczyną jeszcze tej nocy. O ile mógł to pobieżnie ocenić, nie miała żadnych widocznych ran i wyglądała tak samo jak wtedy, gdy pierwszy raz ujrzał ją w obozowisku, tak samo jak wtedy gdy ostatni raz widział ją wychodzącą z alfarskiej budowli. Może jedynie kurtę miała szczelnie zasznurowaną pod szyją, może czystsze odzienie. Sam zaskoczony, że właśnie na to zwrócił uwagę, rozejrzał się w poszukiwaniu towarzyszy. Na szczęście nadchodził już zaniepokojony Yassen.

Tymczasem czekający na resztę Hortarg przykucnął na drodze raz jeszcze dokładnie przyglądając się tropom. Niestety, nie dostrzegł niczego nowego. Schodziło tędy trzech, może czterech ludzi. Jeden ze śladów był zauważalnie mniejszy i jeżeli ktoś bardzo chciał w to wierzyć, mógł uznać, że to ślad kobiety. Myśliwy próbował jeszcze ustalić jak dawno temu pozostawiono ślady. Po chwili jednak pokręcił zrezygnowany głową, w tej dziwnej dolinie zdającej się rządzić swoimi własnymi prawami, jego wiedza na ten temat była bezużyteczna.
 
 
 
Vessara 
Zwierzoczłekoupiór


Dołączyła: 30 Gru 2007
Wysłany: 2009-10-29, 11:56   

Yassen

Serce podeszło mu do gardła, gdy ujrzał osuwające się w ramiona Iuliego ciało Morgany. Wiedźma drażniła go swą niezależnością i siłą woli, zdolną nagiąć do posłuchu najtwardszych pośród wojów. Skrycie lękał się jej od czasu starcia w alfarskim budynku, a lęk ów przeplatany niechcianym pożądaniem budował w umyśle młodego wodza lodowe ściany. Teraz jednak, przyspieszając kroku by dotrzeć na miejsce zdarzenia, czuł rosnącą gorycz i bezsilną rozpacz. Oto on, przywódca klanu, nie potrafił zapobiec katastrofie. To na jego barkach spoczęła odpowiedzialność za los kolejnego spośród członków wyprawy...

Osunął się na kolana między dwoma ciałami. Wyciągnął rękę, jak gdyby pragnął dotknąć policzka Morgany, jednak w ostatniej chwili wycofał dłoń i zacisnął palce, aż strzeliły knykcie.
- Co z nią? - zapytał, wciąż patrząc na wiedźmę. O stan Drianny dowiadywać się nie musiał. Zimne już zacisnęło szpony na wątłej nici jej życia, nieomylnym piętnem znacząc zastygłe rysy.
- Wiesz, że zaraz wyruszamy - podjął na nowo, dusząc w sobie lepkie poczucie winy. - Znaleźliśmy drogę. Są ślady, jeszcze widoczne. Musimy ich dogonić, kimkolwiek by nie byli. Chcę wiedzieć, kto to... Nie ma czasu na grzebanie zmarłych. An Dalen musi uczynić to za nas. Oby Agnar wybaczył...
Zerwał się na nogi, ruszył w kierunku sań. Zawrócił, niezdecydowany.
- Jeśli żywie jeszcze, weźmiemy na saniach. Sam pociągnę drugie. Jeśli martwa, zostaw i chodź. Nie staniemy przed wieczorem.
 
 
 
Ifryt 
Gracz
Ten od życzeń


Wiek: 33
Dołączył: 21 Sty 2006
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-10-29, 13:04   

Iuli

Coś zaatakowało Morganę. Nic nie zauważyli, nic nie usłyszeli. Po prostu w jednym momencie stała, chodziła, zachowywała się jak każde z nich, a chwilę potem leżała bez przytomności na śniegu. Ale jeszcze żyła.

- Żyje jeszcze – powiedział głośno do Yassena. – Dobrze, wodzu, zaniosę ją na sanie.

Podniósł ją z pewnym trudem, ale starał się po sobie nie pokazać, że nie jest równie silny jak pozostali dwaj towarzysze. W górskiej krainie krzepa stanowiła o wartości mężczyzny. Choć Iuli może nie miał w tym (jak i w żadnym innym) względzie kompleksów, to jednak starał się, jak mógł, o zachowanie swojego jak najlepszego wizerunku.

Doniósł ją na sanie i starannie ułożył, obkładając kocami, żeby było jej ciepło i mocując odpowiednio rzemienie, żeby się nie zsunęła.

- Jeszcze chwilę – rzucił do Yassena. Wrócił przez śnieg do miejsca, gdzie leżała Drianna.

Ukląkł. Dotknął delikatnie pokrytej szronem martwej twarzy. Ona to, czy nie ona? zastanawiał się. Czy to ona była z nimi na wzgórzu, w alfarskich ruinach? Duch zmarłej? Jakaś inna istota, która przybrała jej postać?

Nie przejmując się, że ktoś może go oskarżyć o bezczeszczenie zwłok, wyciągnął nóż z pochwy u pasa i ostrożnie zaczął przecinać rzemienie spinające jej fioletową kurtę pod szyją. Zmarznięte paski nie poddawały się łatwo, lecz on był wytrwały. Musiał coś sprawdzić. Dziewczyna ma czy nie ma alfarski srebrny naszyjnik w kształcie półksiężyca?

Chwilę później podniósł się znad ciała. Z nieodgadniętym wyrazem twarzy wrócił do sań gotów pomóc Yassenowi i Hortargowi w przeniesieniu ich na tajemniczy szlak pozbawiony zwałów śniegu. Dokąd doprowadzi ich ta droga? Czy zginą tak, jak Drianna i jej towarzysze na moście we mgle? Jaką mieli szansę?
 
 
 
vvojtas 
OrO


Wiek: 21
Dołączył: 30 Mar 2006
Skąd: Poznań
Wysłany: 2009-11-01, 20:58   

Hortarg

Powrót Yassena opóźniał się, więc Hortarg wrócił sprawdzić, co zatrzymało pozostałych. Zamarznięte zwłoki Drianny nie zdziwiły wcale łowcy, sama wybrała sobie taki los udając się samotnie w ziemne. Jednak wraz z pozbawionym czucia ciałem niewiele bardziej żywej Morgany stanowiło niewesoły widok. Hortarg pokiwał ze smutkiem głową, kobiety powinny podróżować wraz z klanem, podobne wyprawy należały do sfery mężczyzn.

Może to i lepiej, że odnaleźli ciało. Mogli przynajmniej wskazać duchowi zmarłej drogę. O stosie oczywiście nie było mowy, ale Hortarg wyciągnął jakąś gałązkę z sań, po chwili starań podpalił, a następnie wbił w śnieg koło głowy Drianny. Teraz jej duch mógł pofrunąć z dymem w górę ku jego przodkom.
 
 
 
sil 


Wiek: 33
Dołączył: 27 Sty 2006
Wysłany: 2009-11-03, 10:22   

Po przeprawie przez zaspy, zejście alfarską drogą okazało się być wręcz spacerkiem. Nawet konieczność ciągnięcia na saniach wciąż nieprzytomnej Morgany nie była zbytnią przeszkodą, chociaż nieraz zżymali się gdy płoza zazgrzytała na kamieniu wszem i wobec ogłaszając ich obecność.

W miarę jak schodzili niżej i niżej, zaspy śniegu wokół drogi stawały się coraz mniejsze. Z każdym też krokiem robiło się wyraźnie cieplej. Wkrótce dotarli do dna kotliny.

Przed nimi rozciągała się przypruszona śniegiem płaska przestrzeń. To musiało być jezioro. Mimo, że przyprószone śniegiem i najpewniej zamarznięte, parowało niczym płaska misa ciepłej strawy.

Droga wychodziła wprost na przystań, a przynajmniej to co z niej zostało. Ponad powierzchnię jeziora sterczały pale, na części z nich, tych bardziej oddalonych od brzegu, wciąż tkwiły resztki kilku chat. Tu kawał podłogi, tam fragment ściany. Pomiędzy nimi biegł kiedyś pomost. Przy brzegu pozostały z niego jedynie równe rzędy pali. Dalej można było dostrzec i fragmenty desek jednak sama konstrukcja była dziwnie przekrzywiona, jakby skręcona olbrzymią siłą. Gdzieś przy końcu majaczyły kontury łodzi. Resztę kryła mgła.

Znajdowali się w północnym krańcu kotliny, droga która przywiodła ich na dół, skręcała od przystani na wschód najwyraźniej okrążając jezioro. Mimo, że wciąż nienaturalnie oczyszczona ze śniegu odcinała się już tylko szarością kamieni. Warstwa śniegu pokrywająca pas miedzy jeziorem a otaczającymi ją wzgórzami była bardzo cieńka, a tu i ówdzie przebijała spod niej nawet jakieś rachityczne pędy.

Na ziemi dostrzec można było nowe ślady ludzi, a nawet koni. Prowadziły w różnych kierunkach krzyżując się ze sobą, tak jakby tych co najmniej kilka osób badało teren. Ci, którzy je pozostawili najwyraźniej zapuścili się też odrobinę w górę drogi, ale wkrótce zawrócili. Tropy ludzi i koni były świeższe niż te za którymi dotąd podążali. Te zostały całkiem zadeptane, tak, że niepodobna było stwierdzić, czy dalej podążały drogą.

Nagle gdzieś z prawej strony doszło ich uszu prychnięcie konia. Hortarg wysunięty trochę do przodu obrócił się do towarzyszy dając dłonią znak by przykucnęli, a i sam czym prędzej przylgnął do jakiegoś załomu. Mimo, że naprowadzony dźwiękiem, myśliwy dopiero po dłuższej chwili wyłowił na tle zboczy niewyraźne sylwetki dwójki jeźdźców, okrążających jezioro od zachodu. Jeden sprawnie osadził najwyraźniej spłoszonego konia, podczas gdy drugi uniósł się nieco najpewniej wypatrując zagrożenia. Na szczęście mgła i rozliczne skały uniemożliwiały obcym dostrzeżenie wędrowców. Przynajmniej dopóki nie podjadą bliżej drogi.

Ciężko było stwierdzić cokolwiek pewnego z tej odległości, jednak na razie Hortarg zakładał, że mają do czynienia ze zwiadowcami obcego klanu.
 
 
 
Ifryt 
Gracz
Ten od życzeń


Wiek: 33
Dołączył: 21 Sty 2006
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-11-04, 13:08   

Iuli

Choć zazwyczaj wolał wędrować po górskich szczytach – rozpościerające się stamtąd widoki uskrzydlały skalda – miał nadzieję, że ta dolina okaże się niezwykła. Już choćby ta zagadkowa mgła skrywająca wszystko to sugerowała. Alfarska droga i tajemniczy niewidzialny strażnik utwierdzali go w tym przekonaniu. Cóż więc było za rozczarowanie, gdy starożytna droga doprowadziła ich do niczego więcej jak kilku zrujnowanych chat i pomostu rybackiego. Prawie mógł poczuć smród ryb, który na pewno niegdyś oblepiał tu wszystko.

Na szczęście pozostawało jeszcze jezioro. Mimo że pokryte zmarzliną, parowało, jakby gotując się pod śnieżną pokrywą. Może mieszkał tu jakiś potwór? pomyślał z nadzieją Iuli.

No i droga wcale się tu nie kończyła. Odchodziła w lewo, wzdłuż brzegu jeziora. Powinni nią podążyć. Może tam trafią wreszcie na coś ciekawego i znajdą pomoc dla Morgany?

Tymczasem pojawili się nieznani jeźdźcy. Iuli, tak jak towarzysze, schował się za przydrożnymi skałami, ciekawie tylko wyglądając co jakiś czas, aby lepiej przyjrzeć się przybyszom. Prawdę mówiąc, najchętniej by otwarcie wyszedł do nich i przedstawił się jako skald. Jego profesję ceniła większość klanów An Dalen. Uważał, że nie ma się czego więcej obawiać niż tylko tego, że tak będą zachwyceni jego pieśniami, że nie puszczą go w dalszą drogę. Owszem, zdarzyło się tak przecież kilka razy w jego karierze. No ale cóż, skoro Yassen, przywódca ich ekspedycji, wybierał ostrożność, Iuli był na tyle rozsądny, aby nie psuć planu wodza.

No, przynajmniej na razie.
 
 
 
vvojtas 
OrO


Wiek: 21
Dołączył: 30 Mar 2006
Skąd: Poznań
Wysłany: 2009-11-05, 03:07   

Hortarg

Nietypowa droga budziła wyraźną nieufność Hortarga. Przyzwyczajony do połaci przestrzeni oraz szerokiego horyzontu myśliwy czuł się przytłoczony okalającymi go zaspami. Zaś kolejne zakręty jedynie powiększały nerwowość łowcy, który z uwagi na ograniczone pole widzenia nie mógł zawczasu sprawdzić co czai się za rogiem. Dlatego też nawet znaczne uszczuplenie warstwy śniegu nie martwiło go za bardzo.

Zupełnie inaczej było z parującym jeziorem. Obecność nienaturalnego zjawiska budziła niepokój, każąc wciąż wyostrzać zmysłu i zachować czujność. Hortarg kręcił nieustannie głową rozglądając się na boki, nastawiał uszu, w poszukiwaniu zagrożenia. Dzięki czemu udało mu się wyłowić jakiś dźwięk nadchodzący gdzieś z zachodu. Przystanął i skupił na nasłuchiwaniu, po chwili dobiegło go końskie parsknięcie.

Myśliwy przykucnął i skrył za pobliskim załomem, pokazując pozostałym by i oni uczynili podobnie. Lekko wychylając się zza osłony starał się zlokalizować źródło hałasu. Dwójka jeźdźców okrążała parujące jezioro, rozglądając się w koło. Pewnie zwiadowcy... Na szczęście byli jeszcze w miarę daleko. Hortarg powoli opuścił swoją kryjówkę, a następnie zgięty w pół, niespiesznie, by nagłym ruchem niepotrzebnie nie zwrócić zwrócić uwagi jeźdźców, dołączył do wodza i skalda.

-Dwóch konnych. Najpewniej na zwiadzie. Powoli się tu zbliżają.- zakomunikował.
 
 
 
Vessara 
Zwierzoczłekoupiór


Dołączyła: 30 Gru 2007
Wysłany: 2009-11-05, 21:27   

Gdy ujrzał dolinę we mgle poczuł, iż ogarnia go gorączka. Szedł za śladami jak lunatyk, nie zważając na nic dokoła, w pamięci mając jedynie przebrzmiewające raz po raz wskazówki zmarłej. Most we mgle... Niemal już widział wysmukłą sylwetkę Isany czekającą na nich u kresu drogi.
Ślady jednak wkrótce urwały się, ginąc w zdeptanej ziemi. Nierozpoznawalne, jak wyjaśnił Hortarg. Yassen zmełł w ustach przekleństwo. Gorąca krew szumiała mu w uszach, nakazywała przeć dalej. Każda chwila zwłoki dźgała go nieznośnie rozpalonym żelazem, niemal warknął więc, gdy łowca nakazał im się zatrzymać.

- Dwóch konnych. Najpewniej na zwiadzie. Powoli się tu zbliżają - usłyszał od niego po powrocie, niestety nie widział żadnych znaków klanowych, które mogły by powiedzieć coś o plemieniu obcych. Wstał więc i zwrócił się do Iuliego.
- Gładkie masz słowa. Będziesz mówił - wskazał głową kierunek, z którego mieli nadciągnąć jeźdźcy. - Jedno jednak pamiętaj. Nie wspominaj o mnie jak o przywódcy klanu. Żaden z was. Dośc nam kłopotów i bez tego, by uznali mnie za zhańbionego... O Isanie milczcie również. Przynajmniej, póki nie uzyskamy pomocy dla wiedźmy.

Sam nie rozumiał, dlaczego znów zatrzepotały mu w pamięci obcięte macki paszczowca, zabrzmiały echem słowa zakażonego mężczyzny...
Ostatnio zmieniony przez sil 2009-11-06, 13:02, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
 
sil 


Wiek: 33
Dołączył: 27 Sty 2006
Wysłany: 2009-11-06, 12:58   

Jeźdźcy zbliżali się wolno, ze zdwojoną uwagą rozglądając wkoło. Obaj odziani byli w podniszczone odzienie, nie można było natomiast dostrzec żadnych znaków klanowych.
Pierwszy z jeźdźców, był niewysoki, ale masywnie zbudowany. Poskręcane strąki tudzież pozaplatane w warkoczyki blond włosy sterczały na wszystkie strony, już jako zmierzwiona broda spływając na osłoniętą łuskowym napierśnikiem pierś. Widać było, że krępy konik, jakich zwykły używać klany, dźwiga jeźdźca z niemałym trudem.
Drugi przeciwnie, był wysoki i chudy. Siedział w siodle wyprężony jak struna. Sztywność jego ruchów podkreślał dodatkowo metalowy kołnierz. Długie do ramion, równie jasne jak towarzysza, włosy okalały twarz – szczupłą, gładką, wręcz kobiecą, którą szpeciły jedynie zaciśnięte w dziwnym grymasie usta.
Obcy musieli być uzbrojeni. Jednak na razie można było dostrzec tylko wystające spod płaszczy styliska. Dodatkowo chudzielec miał na plecach kołczan z kilkoma oszczepami.

Obaj przystanęli ponownie widząc wychodzącego zza skał skalda. A ich dłonie błyskawicznie wystrzeliły ku schowanej broni. Widząc, jednak, że sklad najwyraźniej nie ma wrogich zamiarów, nie dobywali jej czekając na rozwój sytuacji.
Iuli podszedł trochę w stronę wojowników i stanąwszy pośrodku pustego pasa w zwyczajowym geście uniósł do góry obie otwarte dłonie. Jeźdźcy poniechali więc broni. Najpierw wymienili między sobą jakieś znaki ruchami dłoni, po czym także unieśli je na znak pokoju. Podjeżdżali wciąż zachowując zdwojoną ostrożność.

Wkrótce skald i dwójka nieznajomych stała naprzeciw siebie, przez dłuższą chwilę taksując się nawzajem wzrokiem. Iuli wiedział, że musi odezwać się jako pierwszy, jednak gdy zrobi to zbyt szybko straci szacunek obcych.
- Jestem Iuli, Wędrujący na Szczytach, skald – przedstawił się w końcu.

- Mnie zwą Jurgen Niedźwiedź – odparł zaraz masywniejszy jeździec. Biorąc pod uwagę jego posturę i fizjonomię, przydomek nie był zbyt finezyjny. – To mój brat Eric, jego zwą go Cichym. – podrapał się w zarośnięty łeb - Bo nie gada.
Wymieniony siedział dalej wyprężony jak struna, na jego twarzy nie drgnął nawet mięsień, tylko oczy biegały mu na wszystkie strony nie przestając obserwować okolicy.

- Zawołaj towarzyszów – Jurgen wykonał nieokreślony ruch dłonią w stronę Yassena. Pozostającego w ukryciu Hortarga raczej nie mógł dostrzec. - Jak tak będziemy stali to jeszcze coś wylezie i was zeżre - splunął w stronę jeziora. - Zapraszamy do nas na gościnę.

Zgodnie z przydomkiem, dyplomacja nie była domeną Niedźwiedzia . Dla skalda jasnym było, że chociaż jowalność z jaką się odzywał nie była udawana, wyraźnie coś ukrywał.
 
 
 
Ifryt 
Gracz
Ten od życzeń


Wiek: 33
Dołączył: 21 Sty 2006
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-11-06, 15:00   

Iuli

Choć ludzie żyjący poza klanami trafiali się dość rzadko i budzili na ogół uzasadnioną podejrzliwość, skald samemu nie czuł się zbytnio związany z żadnym klanem, więc i tutaj łatwiej mu było nie żywić zbytnich uprzedzeń. Poza tym przecież kochał niebezpieczeństwa. Stanięcie oko w oko z uzbrojonymi drabami, którzy mogli nie czekając na jedno słowo zaszarżować na sam jego widok, tak, miało to swój pewien urok dla skalda.

- Cóż to za miejsce? – skinął ręką wokoło, po tym jak się sobie wzajemnie przedstawili. – Mieszkacie tutaj?

Nie widząc powodu, aby trzeba było nadal kryć się przed obcymi, zawołał przez ramię:
- Ci dobrzy ludzie zapraszają nas na gościnę. Niegrzecznie byłoby chyba odmówić – uśmiechnął się przyjaźnie do Jurgena Niedźwiedzia i skrzywionego Erica, zwanego Cichym.
 
 
 
sil 


Wiek: 33
Dołączył: 27 Sty 2006
Wysłany: 2009-11-06, 16:17   

- Tylko obozujemy - poprawił z naciskiem Jurgen. - No a jak wy, skaldy, nie wiecie co to za, niech je zaraza, dziwa, to co dopiero ja - mówił dalej, a Iuli nie wyczuł w jego głosie ani odrobiny sarkazmu, raczej pewne rozczarowanie. - I powiem ci, że też mi się to nie podoba. Nie tego, oj, nie tego kazały przodki klanom szukać... - Eric gwałtownie uniósł dłoń wykonując palcami szybki gest. Niedźwiedź, niczym skarcone dziecko, zamilkł natychmiast.
 
 
 
Vessara 
Zwierzoczłekoupiór


Dołączyła: 30 Gru 2007
Wysłany: 2009-11-09, 14:34   

Yassen

Schylił się nieco, by przywiązać sanie z dobytkiem do tych, na których spoczywała nieprzytomna Morgana. Pozwolił przy tym, by pakunki częściowo zasłoniły go przed oczami obcych, po czym gestem dał znać wciąż ukrytemu Hortargowi, aby pozostał na miejscu. Nic więcej nie ważył się uczynić.
Wyszedł na ścieżkę i nie pospieszając zbytnio zbliżył się do rozmawiającej trójki, z niejakim trudem ciągnąc za sobą sanie. Pozdrowił mężczyzn gestem uniesionej dłoni.
- Przyjmiemy waszą gościnę - odezwał się, gdy skończyli mówić. - I pomoc, jeśli możliwa. Żona moja zaniemogła, nikt w klanie rady nie znalazł. Nie wiemy, do kogo się udać, szukamy jak ślepcy.
Pochylił nieco głowę, czekając dogodnej chwili, by dać Hortargowi znak, aby podążał za nimi. Nie potrafiąc odgadnąć przynależności klanowej samotnych jeźdźców, nie ufał im. Dziwne zachowanie chudego jeszcze pogłębiło to uczucie.
 
 
 
vvojtas 
OrO


Wiek: 21
Dołączył: 30 Mar 2006
Skąd: Poznań
Wysłany: 2009-11-09, 18:15   

Hortarg

Hortarg pozostawał przyczajony w ukryciu starając się jednocześnie obserwować toczącego rozmowę skalda. Dwóch wojów, jak się okazało, pozbawionych barw klanowych mogło stanowić zagrożenie dla ich niewielkiej grupki. Nie należało ufać ludziom żyjącym niezależnie od plemienia w którym się narodzili. Czy w ten sposób odwdzięczali się klanowi, który ich wychował i wykarmił, gdy sami nie mogli zadbać o siebie? Hortarg był gotów interweniować, gdyby obcy okazali się wrogo nastawieni. Jeźdźcy nie wyciągali jednak broni.
Po krótkiej wymianie zdań Iuli przywołał ich do siebie, jednak Hortarg jeszcze nie opuszczał kryjówki, obcy raczej nie mogli go zauważyć. Spojrzał z wyczekiwaniem na wodza. Yasen dał Hortagowi znać by pozostał niezauważony, a następnie ruszył w ślad za nim. Łowca lekko skinął, czekając na dalszy ciąg wydarzeń.
 
 
 
sil 


Wiek: 33
Dołączył: 27 Sty 2006
Wysłany: 2009-11-12, 13:40   

Jurgen Niedźwiedź skinieniem głowy przyjął tłumaczenie wodza. Widać było, że bardziej od Yassena zainteresowała go leżąca na saniach Morgana.
- Zaopiekujemy się twoją kobietą, zaopiekujemy... - mruknął, a na jego gębie wypełzł paskudny uśmiech. Nie uszło to uwagi dwójki wojowników, jednak znacznie bardziej niepokojące było to co zaczęło się dziać z Ericiem. Sztywny chudzielec, od pierwszej chwili gdy tylko dostrzegł czarownicę, nie przestawał spuszczać z niej wzroku. Świdrujące ją na wylot oczy błyszczały szaleństwem, drżały zaciskane z całej siły na lejcach dłonie.

- Ruszajmy zatem! - szybko zaordynował Jurgen co pewien czas z niepokojem zerkając na brata. Wykonał dłonią kilka kategorycznych gestów, po czym Eric z pewnym ociąganiem wysforował się na przód ich małej grupki. Okazało się bowiem, że dwójka wojowników bynajmniej nie zamierzała zawracać, ale ruszyli dalej wzdłuż jeziora, wkrótce wchodząc na drogę.

Hortarg przylgnął do skały, gdy grupa zaczęła mijać jego kryjówkę. Na szczęście Eric częściej niż na boki, zerkał w tył, ku ciągniętym przez Yassena saniom. Myśliwy odczekał jeszcze chwilę po czym ostrożnie ruszył śladem towarzyszy.

Ci tymczasem, eskortowani z przodu i tyłu przez obcych wojowników, szybko posuwali się naprzód alfarską drogą. Po prawej wciąż mieli nienaturalnie parujące jezioro, po lewej zaś mniej lub bardziej strome zbocza. Droga cały czas prowadziła łukiem i wyglądało na to, że już niedługo dotrą do przeciwległego krańca jeziora.

Wtem we mgle zamajaczyły jakieś sylwetki. Jeden konny, czwórka pieszych. Obcy zbliżali się pewnie, Iuli zerknął na Jurgena, ten wydawał się co najwyżej lekko zaskoczony.
- Swoi - mruknął napotykając pytające spojrzenie skalda.

Faktycznie, zbliżający się wojownicy wyglądali na podobnych Jurgenowi podejrzanych typów. Jednak gdy tylko spostrzegli małą grupkę natychmiast rozdzielili się zachodząc szerokim półokręgiem po obu stronach drogi, każdy z piechurów dzierżył gotową do rzutu włócznię. W dłoni zbliżającego się jeźdźca, żylastego mężczyzny o szczurzej twarzy i długich rudych włosach, błyszczał, zapewne alfarski, miecz.

- Bywaj Beron! - zawołał Jurgen pospiesznie. - gości prowadzimy!

Podążający wciąż za towarzyszami myśliwy przypadł do ziemi za jakimś skalnym załomem. Wtem bardziej wyczuł niż usłyszał za sobą jakiś ruch. Obrócił się ostrożnie. Zza dużego kamienia za którym leżał chwilę wcześniej, powoli wychylał się wilczy pysk, łapa, potem druga. Wilk cofnął się czym prędzej dostrzegając zaniepokojenie myśliwego, ten jednak zdołał rozpoznać uratowanego zeszłej nocy basiora.
 
 
 
Vessara 
Zwierzoczłekoupiór


Dołączyła: 30 Gru 2007
Wysłany: 2009-11-18, 10:09   

Yassen

Choć wiele kosztowała go udawana pokora, nie starł pięściami z twarzy Niedźwiedzia nazbyt oczywistego uśmieszku. Nie chwycił za kołnierz chuderlawego Erica, by siłą przywrócić mu mowę i wyżąć jak świeże mięso ze wszystkich wieści, które mogły okazać się pomocne. Zamiast tego zacisnął zęby i niżej pochylił głowę, przysuwając sanie do siebie. Wszyscy ryzykowali w tej grze o nieznanych regułach, więc i dla Morgany nie mogło być wyjątków. Zabrną w niebezpieczeństo tak daleko, jak będzie trzeba. Byle tylko wynieść z pożogi choć strzęp informacji, na krok zbliżyć się do zbiegłej Isany.

Pojawienie się piątki obcych nie było dla wodza zbytnim zaskoczeniem. W okrutnym świecie An Dalen tylko głupcy i szaleńcy podróżowali samotnie bądź w małych grupach, starannie omijani przez klany jako dotknięci przez lodową gorączkę. Zapewne i ich wzięto za podobnych nieszczęśników - oskarżycielsko wyciągnięte ostrza włóczni utwierdzały Yassena w tym mniemaniu. To jednak dawało pewną szansę w trudnej sytuacji. Któż nie znał przerażających legend o czynach ludzi porażonych tą niezwykłą klątwą? Gdy raz ogarnął ich obłęd, nie pomni na ból i rany, potrafili własnymi zębami wgryzać się w żywe mięso tych, którzy stali na drodze do ich urojonego celu...
Tymczasem jednak próbować należało innej drogi. Od niechcenia poprawił miecz i odezwał się do przywódcy grupy, nie podnosząc na niego wzroku.
- Mamy ranną, panie. Znachora szukamy. Pomóżcie.
 
 
 
Ifryt 
Gracz
Ten od życzeń


Wiek: 33
Dołączył: 21 Sty 2006
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-12-04, 20:57   

Iuli

Szedł swobodnie obok jeźdźców. Pomagał Yassenowi z saniami, ale potężny wojownik był wystarczająco silny, aby samemu je ciągnąć, nawet z zalegającym na nich ładunkiem, w tym nieprzytomną Morganą. Skald nie okazywał zdenerwowania sytuacją, choć bacznie przyglądał się zasnutemu parą jezioru, jak również starał się przebić wzrokiem gęstą mgłę na lewo od drogi.

Po drodze gawędził niezobowiązująco z Jurgenem.
- Na północ stąd widzieliśmy duże stado wilków. Zbierają się na łowy. Jeszcze parę tygodni i mogą stanowić duże zagrożenie dla klanów...

- Niedawna lawina na Przełęczy Zachodniej całkowicie zablokowała przejście. Trzeba będzie poczekać do wiosny, aby sprawdzić, czy w ogóle w przyszłości da się tamtędy podróżować. - Klan Agnara podróżował tamtędy jakieś dwa tygodnie temu. Konieczność ominięcia zawału przyprowadziła ich na miejsce, gdzie zaginęła Isana.

- Słyszałeś opowieść o Ognistej Górze? Znam pieśń, która szła chyba jakoś tak...

Gdy napotkali pozostałych towarzyszy Jurgena i Erica, Iuli z szacunkiem pozwolił mówić Yassenowi.

Najwyraźniej druga grupa przybyła tu równie przypadkowo jak oni. Czy mieli sprzeczne cele? Czy mogli sobie wzajemnie pomóc? Czy chcieli?
 
 
 
vvojtas 
OrO


Wiek: 21
Dołączył: 30 Mar 2006
Skąd: Poznań
Wysłany: 2009-12-05, 18:23   

Hortarg

Śledząc, podążających z dwójką obcych, Yasena oraz Iuliego, Hortarg poczuł się w dziwny sposób pewniej. Ukrywanie swej obecności i kluczenie za wodzem przypominało łowcy jego wielodniowe samotne wędrówki za stadem podczas polowania. Poczuł się znów niezależny i wolny, wstąpiła w niego nowa energia.
Spostrzegłszy nową grupę ludzi Hortarg czym prędzej schował się za najbliższym załomem. Nie spuszczał oczu ze swoich towarzyszy, którzy w każdej chwili mogli znaleźć się w niebezpieczeństwie. Gdy nagle usłyszał za sobą jakieś poruszenie. Momentalnie sięgnął po włócznię, jednak po chwili odprężył się i odłożył broń rozpoznając przybysza. Zdziwił się widząc białego basiora, którego pozostawili tego poranka za sobą. Nie spodziewał się, że kulawy wilk zdała za nimi nadążyć. A może to tempo marszu grupy okazało się wolniejsze niż się łowcy wydawało...
W każdym razie obaj byli tu i teraz, w tym samym miejscu. Dziwne, lecz nowe towarzystwo wcale nie ograniczało poczucia swobody jakie ogarnęło Hartarga.
-Co tu robisz stary wilku?- zapytał zdziwiony -Zachowaj spokój, lepiej by tamci nas nie dostrzegli.-
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group